(#22) ul. Floriańska widziana przez Bramę Floriańską, widoczna Bazylika Mariacka

<< Poprzednie zdjęcie Następne zdjęcie >>

Zdjęcie archiwalne pochodzi ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego. Kliknij tutaj, aby zobaczyć je w bazie NAC. Data wykonania zdjęcia nie jest znana.


Ulica Floriańska nie doczekała się większych zmian, jednak widoczne na archiwalnym zdjęciu tory są dobrym pretekstem, aby przytoczyć krótką historię tramwajów na Rynku Głównym:

W 1882 r. uruchomiono pierwszą w Krakowie wąskotorową linię tramwaju konnego, a jej trasa wiodła przez Rynek Główny. W kolejnych latach Rynek Główny był najważniejszym węzłem komunikacyjnym w mieście – krzyżowały się tutaj trasy kilku linii tramwajowych. W 1951 roku, mimo sprzeciwu specjalistów, władze podjęły decyzję o likwidacji torowisk na rynku. Proces ten trwał stopniowo. 27 czerwca 1952 roku przez Rynek przejechał ostatni tramwaj normalnotorowy, zaś tramwaje wąskotorowe zniknęły z niego ostatecznie 13 lutego 1953 roku, wraz z ich likwidacją. Torowiska zostały zdemontowane później, dzięki czemu jeszcze przez kilka lat funkcjonowała na nim atrakcja w postaci kursów tramwaju konnego.

19 przemyśleń nt. „(#22) ul. Floriańska widziana przez Bramę Floriańską, widoczna Bazylika Mariacka

  1. Mieszkalem na tej ulicy i tu sie urodzilem. Jezdzaca tedy waskotorowa”jedynka” (najpierw od Barbakanu, a potem od Dworca GL;, a raczej od konca ul.Basztowej, poprzez Rynek Gl. i Grodzka pod Wawel) powodowala za kazdym razem dzwoçnienie szklanek i porcelany w kredensie naszego mieszkania w oficynie na 3 pietrze domu pod nr 39. Chodzilem do szkoly im.Krola Wl.Jagielly wowczas mieszcacej sie na pl.Matejki, w drodze powrotnej nieraz z kolegami czepialismy sie jadacego tramwaju i sciagali pantograf w ksztalcie kolka. Tramwaj sie zatrzymywal,a my w nogi!
    Ech, wspomnienia z dziecinstwa…

    1. Szacowni Panowie. Panie Januszu i Panie Jerzy… Bardzo , ale to bardzo cieszę się,że zaglądnęłam na ta stronę. Z wielką lubością czytam , ba nawet spijam literki pozostawione przez Starszych Ludzi jako wpisy pod zdjęciami z sentymentalnym opisem wspomnień z minionych lat. :) Czytam i.. mało mi wciąż . Marzyłam , aby mnie ktoś pooprowadzał (poza płatnymi przewodnikami oczywiście, na których nie zawsze ma sie odpowiedni grosz niestety a i czas do synchronizacji) …po dawnym, czarodziejskim Krakowie moich przodków i mogący przenieść się aż tak bardzo wstecz. Jako rodowita mieszkanka czująca ogromną sympatię do miejsca urodzenia i zamieszkania (niestety zbyt młoda, aby doświadczać to co Panowie) zbieram w myśli każdą wzmiankę, która opisuje nie tylko wygląd zabudowań muzealnych, zabytków, ale i zwykłe codzienne życie.. Zmiany jakie zaszły i zachodzą – zacierają pozostawione przez potomnych ślady , a my częstokroć o nich łatwo zapominamy, bo nie mamy świadomości o ich „bycie”. Dobrze,że Pan Janusz zechciał podzielić się tu na łamach internetu tym co siedziało w Jego głowie… z przeszłości :) Proszę o więcej. Z humorem, z łatwością pisania, po prostu tak samo. :) Lecz jeszcze. Przynajmniej tu. Będę zaglądać. Pozdrawiam serdecznie. :)

  2. I jeszcze pamietam,ze do szkoly i spowrotem zawsze chodzilzm lewa strona Florianskiej przechodzac zamurowanym juz obecnie przejsciem dla pieszych po ledwej stronie glownej bramy (dzisiaj pozostalo tylko przejscie dla pieszych po prawej stronie). Nie rozumiem dlaczego zamurowano to przejscie po lewej? Basztowa, przez ktora musialem przejsc kolo Barbakanu, jeszcze nie jezdzily tramwaje, a ruch samochodowy byl minimalny, wiec juz od III kl. podstawowki moglem chodzic do szkoly sam.
    Patrzac na stare zdjecie Bramy Florianskiej z sentymentem wspominam mijanki tramwajow pod nia…
    A jesli chodzi o „drynde”, to chyba nie tramwaj tak nazywano, ale dorozke konna. Natomiast na Plantach „urzedowal” Pan Plantowy nazywany przec nas „landa”. Pilnowal porzadku,a zwlaszcza zeby nie deptano trawnikow. Nosil przy sobie kijek, ktorym wygrazal nam, gdy gralismy w pilke na trawniku. W niektorych czesciach Plant staly krzesla platne, za ktore oplaty tez pobieral „landa”.

  3. Jesli chodzi o konny tramwaj, to nie kursowal on tylko po torach; po wielu latach przywrocono go jako atrakcje turystyczna,zwlaszcza dla dzieci i kursowal on po bruku od Bramy Florianskiej poprzez Rynek Gl. i Szewska do Blon, albo Grodzka pod Wawel. Mialo to miejsce jeszcze w latach 90-tych ub. wieku.

  4. A kto pamięta dawne , typowo krakowskie bajgle? Tak, tak, to były te prawdziwe krakowskie obwarzanki, o połowę cieńsze od obecnych gliniastych precli i stokroć smaczniejsze.
    I z dawnych krakowskich określeń: kuplówka, czyli przyczepa tramwajowa – dawniej były to otwarte wagony, bez drzwi,w których można było palić papierosy.
    A z najbardziej popularnych napojów chłodzących (właściwie to innych jeszcze wiele lat po wojnie nie było) to oczywiście krachla, taka dość obrzydliwa sztuczna lemoniada w butelce zamykanej na sprężynujący porcelanowy korek (dzisiaj wraca moda na takie butelki).

    1. Szanowny Panie Januszu,

      proszę zebrać wspomnienia i napisać książkę, nam teraz bardzo brakuje obrazów i historii o Krakowie z tamtych lat!

      Pozdrawiam serdecznie
      Ada

  5. Jan Sztaudynger

    WYZNANIE MIŁOŚCI

    Kocham Kraków. Nie wstydzę się tego wyznać,

    Choć właściwie wstydliwa to rzecz wyznanie miłości.

    Wierzę, że w trąbce mariackiej w pieśń się zmienia ojczyzna

    I krew mej krwi, i kość moich kości.

    Trębacz tę piosenkę z ust wyjmuje jak kuglarz wstążkę

    I owija nią dachy domów i Polskę całą.

    Pomyślcie, nie słyszałem jej przez lat dziesięć

    I serce mi skamieniało.

    Łkanie za gardło chwyta…

    Kraków – i kwita.

    Wiewiórka przebiegła Planty na ukos,

    Pachną pieczone kasztany dzieciństwem sielskim, anielskim,

    Kościół Mariacki stanął na palcach,

    Wygląda znad kamienic.

    1. Tablica poświęcona Sztaudyngerowi jest ul. Długiej (kamienica na rogu ze ul. Szlak).
      A na Szlaku mieszkał drugi czarodziej zauroczony Krakowem, ale czarodziej rysunku, mistrz kreski magicznej – Jan Marcin Szancer.
      Narysował sporo fragmentów Starego Miasta, które zostały wydane na pocztówkach i pocztówkach muzycznych (były takie :-)
      Na Szlaku mieszkał też swego czasu inny mistrz kreski. Uwielbiał zwłaszcza barwę białą i czerwoną – wyrysował nam Polskę. To był Józef Piłsudski.

  6. O której godzinie było robione to zdjęcie? Chyba nad ranem, między powrotami pijanych Anglików do hoteli a wyruszeniem pierwszych wycieczek… Tak pustej floriańskiej w życiu nie widziałam.

  7. Panie Januszu ! Ja mieszkałem pod 43 pomiedzy muzeum Matejki a Jamą Michalika. Z pana wspomnień wynika że chodził pan trochę wcześniej do szkoły na Plac Matejki. Już nie mieszkam na Floriańskiej . Chetnie nawiąże z panem kontakt. Upoważnia twórcę strony do podania Panu mojego adresu.

  8. Z panem Jerzym Sonikiem nawiązaliśmy kontakt, a nasze pierwsze osobiste spotkanie miało miejsce w równie historycznym wnętrzu jak nasze dawne mieszkania na Floriańskiej, czyli w Jamie Michalika ;-). Ta historyczna kawiarnia mieści się bowiem dokładnie pomiędzy domami, w których przed wielu laty mieszkaliśmy.
    No i doszło jeszcze wiele wspomnień z czasów naszego zamieszkiwania na Floriańskiej.

  9. „Szpera” albo „szpyra” – to działało w tamtej epoce, w której nie było zamykanych na zakodowane zamki bram. Bramy były otwarte od 6-tej do 23-ciej,a potem trzeba było dzwonić dzwonkiem przy bramie po wielokroć do dozorcy (zwanego stróżem), który po długiej, długiej chwili przyczłapywał w piżamie i kapciach,żeby nam, otworzyć bramę. I płaciło mu się za tę usługę…złotówkę. A że Krakusy to znane „centusie”, więc raczej starali się zawsze zdążyć do domu przed godziną 23-cią, czyli właśnie przed „szperą”. Zresztą miasto było już wymarłe od godziny 22-giej, gdy zamykano knajpy i nieliczne przedwojenne jeszcze eleganckie kawiarnie, jak „Europejska” na Linii C-D, czy „Noworol” w Sukiennicach. Sklepy zamykano o 19-tej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *